Anton

Wysoki poziom frajdy, czyli Anton Bubiel opowiada nam o motocyklach, Maroku  i Chinach.

 

 

1. Pochodzisz z Białorusi, co spowodowało, że znalazłeś się w Polsce i w jaki sposób trafiłeś do PwC?

Zapewne jak większość młodych osób, zastanawiałem się nad swoją przyszłością i studiami. Kończąc szkołę średnią w Mińsku miałem możliwość podjęcia studiów w Polsce. Stwierdziłem, że warto spróbować. W 2005 roku zdałem pomyślnie egzaminy otrzymując stypendium Rządu RP i tak zaczęła się moja polska przygoda. W roku następnym dostałem się na Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po obronie dyplomu postanowiłem, że nie wracam do ojczyzny i zacząłem pracę w Krakowie. Kolejnym etapem była aplikacja do PwC, która przebiegła pomyślnie, a następnie, po roku, przeprowadzka do Warszawy.

 

2. Jak wyglądał Twój proces rekrutacyjny do PwC, od kogo dowiedziałeś się o firmie i dlaczego zdecydowałeś się właśnie na nią?

PwC kojarzyłem przede wszystkim z konkursu „Grasz o staż”, którego organizatorem jest firma i w którym miałem okazję brać udział. Początkowo nie brałem PwC pod uwagę – myśląc o potencjalnym pracodawcy. Pewnego dnia znalazłem się jednak na stronie internetowej PwC. Solidnie zrobiona witryna zachęciła do zapoznania się z jej zawartością. Dowiedziawszy się więcej m.in. o procesie rekrutacyjnym uznałem, że może to być ciekawe wyzwanie i cenne doświadczenie, dlatego zdecydowałem spróbować.

Wieloetapowy proces rekrutacyjny przekonał mnie do firmy jeszcze bardziej – skrupulatny dobór kandydatów kojarzył mi się profesjonalnym podejściem do pracy i jakością świadczonych przez przyszłych pracowników usług. Wiedziałem, że jak przejdę, to znajdę się w gronie niebanalnych osobowości. Nie zawiodłem się – to właśnie ludzie, których tu poznałem, są dla mnie największą wartością i atutem tej pracy.

 

3. Przybliż w skrócie naszym Czytelnikom, czym zajmujesz się w PwC?

Pracuję w dziale Audytu, w którym jestem Asystentem. Nasz dział zajmuje się badaniem sprawozdań finansowych, czyli w zależności od wielkości i specyfiki badanej firmy przeprowadzamy określone procedury audytowe. Każdy z nas ma stały kontakt z Klientem oraz pozostałymi członkami zespołu, wspólnie z którymi odpowiada za dany projekt.

 

4. Praca w dzisiejszych czasach pochłania znaczną część naszego życia. Każdy ma inny sposób na spędzanie wolnego czasu. Jaka jest Twoja metoda na ładowanie akumulatorów?

Trafne stwierdzenie, ponieważ swój wolny czas spędzam na motocyklu. To pasja jeszcze z okresu chłopackiego, którą zaszczepił we mnie ojciec. Miałem dwanaście lat, kiedy po raz pierwszy pozwolił mi zasiąść za kierownicą Mińska 125. To była miłość od pierwszego wejrzenia i jak widać trwa nadal. Co prawda po przeprowadzeniu się do Polski musiałem zrobić sobie na jakiś czas przerwę, głównie ze względów logistycznych i finansowych, ale już po podjęciu pracy w PwC wróciłem do motocykli i mam nadzieję, że tak zostanie. Obecnie jeżdżę Yamahą Diversion XJ 600.

 

5. To gdzie dotarłeś w tym roku?

Razem ze swoim kolegą postanowiliśmy odwiedzić na motocyklach Chorwację, a 

następnie już bez motocykla Maroko i Chiny.

 

6.Podczas jednego roku trzy długie wyjazdy. Jak coś takiego załatwia się z pracodawcą? 

Do specyfiki pracy w dziale audytu należy jej tzw. sezonowość. Oznacza to, że w okresie zimowym pracy jest zwykle zdecydowanie więcej niż na przykład latem. W konsekwencji zimą nierzadkie są nadgodziny, które można uzbierać, żeby następnie odebrać i wykorzystać na odpoczynek, kiedy pracy nie jest już aż tak dużo. Oczywiście wszelkie poważniejsze wyjazdy należy odpowiednio wcześnie zaplanować, a terminy ustalić z pracodawcą. Przychylność osób odpowiedzialnych za planowanie pracy zespołów jest bezcenna. Jednak, ponieważ to klient jest najważniejszy w naszej branży, same dobre chęci nie wystarczą – pracownik  musi uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość.

 

7. Większość ludzi woli podróżować samochodem, bardziej komfortowo, co powoduje, że preferujesz jednoślad?

To przede wszystkim zupełnie inne odczuwanie samej podróży. Ktoś, kto choć raz jechał motocyklem rozumie, co mam na myśli. Oczywiście motocykl jest dużo mniej komfortowy, wymaga większego wysiłku fizycznego, ale w zamian daje niesamowite emocje, bliższy kontakt z naturą, prędkością, drogą. Tego nie da się porównać z jazdą samochodem, daje trudny do opisania poziom frajdy.

 

8. Podróże, zwłaszcza poza zachodnie obszary kulturowe, są dobrą odskocznią po ciężkim okresie w pracy. Jak ty odnalazłeś się w Maroku i Chinach i skąd pomysły na podróże w te zakątki świata?

Podróż przez Maroko to mój pierwszy kontakt z Afryką i postanowiłem, że odbędę ją w większości samotnie. Bardzo lubię tak podróżować – daje mi to większe możliwości wtopienia się w nową kulturę, pozwala bardzo intensywnie przeżywać włóczęgę. Poza tym jestem zdany na radzenie sobie samemu, przez co poznaję swoje słabe i mocne strony. Jadąc do Maroka postawiłem sobie trzy cele: wejść na najwyższy szczyt Gór Atlas – Jebel Tubkal, wykąpać się w Oceanie Atlantyckim, oraz zobaczyć pustynię. Wszystkie cele udało mi się bez większych przygód zrealizować, z czego się niezmiernie cieszę.

 

9. Miałeś lato pełne przygód, jeszcze nie opadł kurz afrykańskiej podróży, a już przekraczałeś progi Orientu.

To prawda. Wraz z najbliższymi przyjaciółmi wybraliśmy się do Chin. Od bardzo dawna chciałem tam pojechać. Punktem odniesienia w sprawach międzynarodowych i ekonomii globalnej są zazwyczaj Chiny i Stany Zjednoczone, czyli dwa największe obecnie mocarstwa. To fascynuje i również moim marzeniem było poznanie z bliska azjatyckiego smoka i skonfrontowanie własnych wyobrażeń, utartych poglądów z rzeczywistością. Poza tym podróż do Chin to już wyprawa w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wymaga dużo większego zaangażowania, planowania i czasu. Poza tym chciałem zobaczyć Chiny jeszcze teraz, na progu wielkich przemian społecznych. Na szczęście pracodawca jest wyrozumiały i udzielił mi dłuższego urlopu.

 

10. Największa przygoda tej podróży?

Pewnej nocy wkradliśmy się na Chiński Mur i rozbiliśmy tam namiot. Gdy obudziły nas pierwsze promienie słońca byliśmy przez krótki moment pierwszymi i jedynymi w tym momencie ludźmi na Chińskim Murze. A to jest naprawdę bardzo trudne, ponieważ już od 6:30 pojawiają się tam pierwsi turyści, których potem tysiące przemierzają tą słynną budowlę. 

 

11.Czy Chiny opowiadane, przeczytane, fascynujące – jakie były w Twojej głowie, pozostają takie nadal, po tej podróży?

To był dla mnie szok ! – całkowicie w pozytywnym sensie tego słowa. Oczywiście uległem pewnym stereotypom w myśleniu o Chinach i to co mnie najbardziej zaskoczyło po przybyciu na miejsce, to nowoczesność tego państwa, jego infrastruktura, dynamika rozwoju gospodarczego i społecznego. Oczywiście nadal widoczne są  różnice społeczne między wielkimi ośrodkami miejskimi a prowincją ale w całości Chiny sprawiają wrażenie bardzo rozwiniętego i nowoczesnego państwa. Poza tym kultura wywodząca się z taoizmu, konfucjanizmu i buddyzmu, powodowała, że czuliśmy się tam bardzo bezpiecznie. Większość załatwianych spraw odbywała się tam na zasadzie zaufania i umowy, które w naturalny sposób zobowiązują obydwie strony i są przestrzegane. My na początku musieliśmy przełamać nasz brak zaufania, typowy w naszej kulturze zachodniej.

 

12. Co jest najbardziej pociągające w podróżach?

Niewiadoma – czyli przeciwwaga codzienności, tej zawodowej, rodzinnej. Będąc w podróży nigdy do końca nie wiemy, co będzie jutro, jakie przygody na nas czekają i to jest w tym najpiękniejsze i w jakiś sposób uzależniające.

 

13. Jak wracasz z takiej podróży do codziennych obowiązków, pracy w PwC?

Powroty po długich podróżach i oderwaniu się od codziennych obowiązków zawsze są trudne. W psychologii wprowadzono już termin ''post-vacation syndrome''. Po podróży, w której życie przebiega spontanicznie, jakby poza ramami codzienności, obowiązków, wraca się bardzo szybko do rzeczywistości poukładanej, przewidywalnej, na swój sposób monotonnej. Trzeba sobie z tym poradzić. 

To co w dużej mierze bardzo pomaga wrócić z takich podróży, to przeżywanie jej na nowo w opowieściach i zdjęciach, które pokazuje się w pracy wielu znajomym. Śmiało można powiedzieć, że podróż rozciąga się w czasie przynajmniej o miesiąc, tyle że na poziomie fonetyczno-obrazowym.

Ponadto dział audytu w mojej firmie to grupa świetnych ludzi, którzy pomagają stosunkowo szybko wdrożyć się do ponownej pracy. W trudnych momentach zawsze się znajdzie ktoś, kto podtrzyma na duchu i powie „nie jest źle, dasz radę!”. Sukces w naszej pracy naprawdę opiera się na współpracy i zaufaniu. Nie brakuje także wspólnych przedsięwzięć w czasie wolnym – czeka na mnie właśnie weekendowy wypad do Londynu z kolegami z PwC .